Pani Adela do dziś mieszka w domu, który w ciężkich powojennych czasach stał się dla jej bliskich domem rodzinnym Pani Adela do dziś mieszka w domu, który w ciężkich powojennych czasach stał się dla jej bliskich domem rodzinnym

Pani Adela do dziś mieszka w domu, który w ciężkich powojennych czasach stał się dla jej bliskich domem rodzinnym. (© Aleksandra Gajewska-Ruc)

Adela Górgurewicz urodziła się na kresach, w 1930 r. Po wojnie rozpoczęła nowe życie na tzw. ziemiach odzyskanych. Przez 33 lata była sołtysem wsi Nietoperek.



Beztroskie dzieciństwo dziewięcioletniej dziewczynki brutalnie przerwała wojna. Zabrała jej rodzinny dom zmuszając do dalekiej podróży w nieznane i budowania wszystkiego od nowa. Dziś pani Adela ma 87 lat. Jest szczęśliwą mamą, babcią i prababcią. Choć na Ziemi Międzyrzeckiej spędziła większość życia, wciąż z rozrzewnieniem wspomina rodzinne strony.

- Urodziłam się 1 kwietnia 1930 r. w Tarasówce, w powiecie zbaraskim w województwie tarnopolskim. Byłam najmłodsza z czworga rodzeństwa. Ojciec był wójtem, mieliśmy duże, wspaniałe gospodarstwo, ziemię, konie, krowy, świnie - opowiada Adela Górgurewicz.

Jej rodzice pobrali się w 1912 r. Ojciec zaraz po ślubie wyjechał do Ameryki. Po powrocie, za zarobione tam pieniądze, kupił ziemię. - Parę lat przed wojną postawił nową stodołę, oborę. Mieliśmy też duży sad - wspomina pani Adela. W jej wsi od lat żyli w zgodzie Polacy, Ukraincy i Żydzi. - Dobrze się nam żyło. Młodzi żenili się między sobą, Polki z Ukraińcami i odwrotnie - mówi.

Czas sielskiego dzieciństwa na wsi brutalnie przerwał wybuch wojny. - Nasza nauczycielka, Żydówka uciekła. Nie chodziliśmy już do szkoły. Niemcy dali Ukraińcom broń, obiecali własne państwo, część wzięli do milicji. Ci najpierw zabrali się za Żydów. Spędzili wszystkich do getta w Zbarażu. Później wzięli się za Polaków. Pamiętam jak w sąsiedniej wsi, Łubiankach wymordowali wszystkich. Ukraińcy od nas nie byli aż tak okrutni. Oni nas nie zabijali, ale podchodzili do naszej wsi tamci z Łubianek. To było coś okropnego, strach towarzyszył nam cały czas. Mężczyźni pilnowali wsi, wystawiali warty. Nas, dzieci chowali na strychy, w siano. Dwa razy Ukraińcy napadali na Tarasowkę, ale udało nam się obronić, przeżyć - wspomina pani Adela.

Na samo wspomnienie okropieństw, które widziała, kobiecie drży głos.

Więcej przeczytasz w aktualnym "Głosie Międzyrzecza i Skwierzyny".

Z regionu

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!